Pokazywanie postów oznaczonych etykietą comedy lab. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą comedy lab. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2014

Jak robić stand-up: gdy już ze sceny zejdziesz - cz. 3

Moment, w którym schodzisz ze sceny po występie jest równie ważny jak cały występ i przygotowanie się do niego. Właśnie teraz możesz zdobyć nowe kontakty, możesz zdobyć najwierniejszych fanów i wygrać sobie powrót do tego miejsca/miasta lub to, że ktoś Cię poleci. Oto trzecia, i zarazem ostatnia, część drobnych wskazówek, co zrobić by występ był jeszcze lepszy!
(Część pierwsza: zanim wyjdziesz na scenę.
(Część druga: będąc na scenie)

1. Niezależnie jaki poziom aktualnie prezentujesz i jak duże masz doświadczenie, będą takie wieczory po których pozostanie Ci tylko wrócić do domu i udawać, że występ nigdy się nie odbył. Można również zwinąć się w kłębek i wmawiać sobie, że to publiczność była do dupy, nie Ty. To najlepszy sposób, by zachować zdrowie psychiczne.

2. Nie uciekaj szybko z klubu. Porozmawiaj z barmanami i obsługą. Bardzo często szef właśnie ich pyta jak się udał wieczór. (Przykład z życia: graliśmy w pewnym klubie, gdzie kilka tygodni wcześniej grał Kacper Ruciński. Pytam właściciela jak było, bo dla mnie jest gość mega. On mówi, że o tak sobie, że my lepiej. Nie mogłem uwierzyć, ale w trakcie rozmowy się okazało, że Kacper zaraz po występie uciekł, bo się spieszył i to zaważyło na opinii właściciela. Cóż, on mógł sobie na to pozwolić ;))

3. Jeśli palisz – zajebiście! Żałuje, że nie jestem uzależniony, bo wyjście na fajkę przed klub przynosi dużo korzyści. Jest to doskonały czas, by nawiązać kontakt z publicznością. Zapytaj czy się podobało, może co zmienić.

4. Jeśli pijesz – zajebiście! Żałuje, że nie mam mocnej głowy. To jest Polska, tutaj najlepsze interesy ubija się przy wódce!

5. ROZMAWIAJ Z LUDŹMI! Nie olewaj ich, bo Ty jesteś tak zajebisty, a oni są szarą masą. Przez rozmowę możesz sobie wygrać nawet spalony występ i zdobyć najwierniejszych fanów.

6. SŁUCHAJ LUDZI! Prowadzę Comedy Lab ponad rok. Bardzo często się zdarza, że ludzie podchodzą i opowiadają mi śmieszne anegdoty, czy żarty, które nie zawsze są śmieszne. Wysłuchanie ich i zagadanie jest konieczne! Na tą chwilę ten gościu może być uciążliwy, ale trzeba patrzeć szerzej. 

7. Jeśli w Twoim mieście Cię nie kupują, nie występuj w innych miastach. Te 25 minut występu decydują czy tu wrócisz, czy nie.

8. Jeśli jesteś w innym mieście, występujesz z innymi komikami, masz 100% wpływów z biletów – nie bądź skąpy. Postaw piwo, bądź człowiekiem. (Zdarzyło się, że o tym zapomniałem. Na prawdę wstyd.)

9. Dla facetów – jeśli dziewczyny po występie chcą z Tobą rozmawiać, to uwierz, nie dlatego, że jesteś przystojny ;)

10. Dla kobiet – jeśli faceci po występie chcą z Tobą rozmawiać… Tak to przez cycki.

11. Jeśli nie masz swoich regularnych występów, nie zarabiasz pieniędzy na stand-upie – nie twórz swojego fanpage’a. Wyobraź sobie, że jesteś managerem klubu i ma wystąpić u Ciebie koleś co ma 90 fanów na fp, a pół tysiąca znajomych. Czyli nawet znajomi go nie lubią, to co to musi być za typ?

12. Pamiętaj! Najwięcej uczysz się na swoich nieudanych występach!

Pisz codziennie, kmiń codziennie, od razu zapisuj pomysły, niech zalegają w notatkach, kiedyś na pewno się przydadzą! Przyłóż się do tego! Jeśli ludzie zapłacili dychę to po to, żeby się dobrze zabawić. Masz być śmieszny cały czas – jesteś komikiem do jasnej cholery!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Jak robić stand-up: będąc na scenie - cz. 2

Kolejna część moich spostrzeżeń. Jeśli coś nie jest zgodne z twoim wizerunkiem na scenie to się do tego nie stosuj. Zanim zaczniesz to stosować pooglądaj swój własny występ, zobacz co jest do poprawienia. Enjoy!
(Część pierwsza wskazówek: "Zanim wyjdziesz na scenę")

(Część trzecia: gdy już ze sceny zejdziesz.)

1. Statyw. Jeśli nie jest ci potrzebny odsuń go całkiem na bok. Bardzo rozprasza gdy się go ma przed sobą, a się go nie używa.

2. Nie ma idealnego sposobu na trzymanie mikrofonu. Jedni przytulają go do brody, inni trzymają nisko, ale dlatego, że głośno mówią, jeszcze inni trzymają przy samych wargach. Jak wygodniej. Na scenie musisz wyczuć w jakiej trzeba odległości, byś był dobrze słyszalny. Jak jest profesjonalna scena to dźwiękowiec zadba o to, jednak na open mic’ach, albo w małych klubach musisz po prostu wyczuć. Najlepiej trzymać w jakiejś odległości od ust, niżej albo z boku, wtedy nie ma uderzeń powietrza, które przeszkadzają publiczności.


3. Jeśli testujesz mikrofon nie dmuchaj w niego, nie uderzaj ręką sprawdzając czy działa. Zwłaszcza jeśli przed sekundą zapowiadał cię ktoś z tego samego sprzętu. Czas na sprawdzenie mikrofonu masz, gdy mówisz pierwsze słowa.


4. Jak wyjdziesz na scenę nie uderzaj od razu z tekstem. Poczekaj trzy, cztery sekundy. I nie odwracaj się plecami. Rzuć okiem na publiczność, uśmiechnij się, niech ludzie cię zobaczą, niech zapamiętają. Zwłaszcza jeśli jest szum na sali to poczekaj aż zniknie. Ludzie powinni się sami uspokoić jeśli cię zobaczą. Nie dopuszczaj do większych szumów, czy rozmów podczas występu. Reaguj od razu!


5. Przywitaj się z publicznością. Może spytaj jak się bawią, albo co u nich. Nie przedstawiaj się jeśli przed chwilą zostałeś przedstawiony przez hosta.


6. Podczas występu staraj się jak najmniej bawić kablem. Wiem, że czasem się nie panuje nad tym, ale jednak zwróć uwagę. Przyciągnij sobie tyle kabla ile go potrzebujesz i go zostaw. 


7. Nie pokazuj, że jesteś zmęczony. Nie wychodź jak na ścięcie. Weź głęboki oddech i napieprzaj z energią, jakby to był najważniejszy występ w twoim życiu. 


8. Uśmiechaj się! (jeśli oczywiście jest to zgodne z Twoim pożądanym wizerunkiem)


9. Nie pędź z tekstem. Rób pauzy. Daj odsapnąć sobie i publiczności. 


10. Ogólnie trzeba szanować publiczność, ale czasem dobrze mieć na nią „wyjebane”. Nie nastawiaj się na jakieś reakcje. Czasem jest tak, że jeden żart w jednym miejscu siądzie w drugim nie. Nie przejmuj się, musisz jechać dalej na ciągłej pewności siebie. Nawet jeśli ludzie nie będą się śmiać, to będą cię podziwiać i lubić za to, że byłeś konsekwentny. 


11. Staraj się jak najmniej używać haseł „to miało być śmieszne”, „w domu wydawało się, że będzie to śmieszne” po nieudanym żarcie. Nawet jeśli ludzie się z tego zaśmiali, nie polepsza to twojej sytuacji, bo dalej masz słabe żarty. Przede wszystkim nie powtarzaj tego na kilku występach przy tych samych żartach!


12. Nie mów też czegoś w stylu „nie nastawiajcie się, bo nie będzie śmiesznie…”. Jeśli tak im powiesz to rzeczywiście się nie nastawią, a ma przecież być śmiesznie. To jest stand-up.


13. Tak samo jeśli chcecie przejść do nowego tematu, np. o biznesie, nie pytajcie „Czy ktoś z was kiedyś myślał by zostać biznesmenem?”. To ani nie uaktywni publiczności, a ta cisza może ci zabić ten segment. 


14. Nie przekonuj też „serio to się zdarzyło, to jest prawdziwa historia”. Wszystko co mówisz bierzemy jako prawdziwą historię. Jeśli coś wyróżnisz jako prawdziwą historię to co z całą resztą?


15. Podczas mówienia swojego materiału nie wspominaj tekstów sprzed tygodnia, miesiąca i tak dalej. Większość ludzi nie będzie wiedziała o co chodzi i to irytuje. Nie wspominaj również wcześniejszych Twoich występów, jeśli w aktualnym nigdzie cię to nie prowadzi.


16. Nie odwołuj się również do sytuacji, które tylko Ty i garstka znajomych na sali zna. Bądź śmieszny dla wszystkich.


17. Nie patrz w podłogę. Znajdź sobie parę martwych punktów, w które będziesz patrzył. Podziel sobie widownie na trzy części i patrz co jakiś czas na każdą z nich. Staraj się nie zwracać uwagi na poszczególne twarze. Wyróżniają się zawsze te twarze, które się nie śmieją, a to zbija z pantałyku.


18. Jeśli nie masz w zwyczaju przeklinać, nie przeklinaj na siłę. Owszem wulgaryzmy to pistolet na scenie, ale nabojami są punche.


19. Stań w świetle! Nawet jeśli ci to przeszkadza, razi w oczy. Trudno. W ciemności publiczność nie będzie cię widziała. Nie schodź do tyłu sceny. Stań z przodu, bądź bliżej publiczności.


20. Stań. Staraj się nie chodzić, to rozprasza. Opanuj kiwanie się i tak dalej.


21. Staraj się mówić tylko to co jest potrzebne. Lepiej zrobić 3 minuty naszpikowane punchami i zejść w chwale niż rozciągać to do 6 i być śmiesznym, ale nie wyjątkowym.

czwartek, 17 października 2013

Jak robić stand-up: zanim wyjdziesz na scenę - cz. 1

Wszystkie te punkty są moimi przemyśleniami, absolutnie nie trzeba stosować każdego, albo nawet żadnego. Dużo zależy od stylu mówiącego. Najważniejsze jest to, by cały Twój występ był spójny. Jeśli jesteś z natury depresyjny taki bądź na scenie, tylko wtedy ma się trudniejsze zadanie, bo trzeba to zamienić w coś ciekawego i zaskoczyć.
(Część druga: będąc na scenie.)
(Część trzecia: gdy już ze sceny zejdziesz.)

1. Nie powtarzaj tekstów innych komików. Nie mów żartów, które widziałeś w Internecie. Inna sprawa jest gdy sam wymyślisz, a to się pokryje z czymś co już było. Zresztą w tym wszystkim chodzi przecież o satysfakcję z występu i samorozwój. (Wyjątkiem jest roast. Pamiętaj! To tylko moje spostrzeżenia.)

2. Napisz tekst, na pewno wszystkiego nie zapamiętasz. Lepiej jest go napisać o wiele wcześniej, nie na ostatnią chwilę. Tydzień przed może być dobrym terminem. Podczas tygodnia, powtarzania, nasuną się nowe pomysły, lepsze rozwiązania. Najlepiej pisać tekst po linijce, linijka setup, druga punch. Łatwiej zauważyć wtedy gdzie i co jest niepotrzebne, gdzie coś dodać, by nie wiało nudą tylko był punch, punch, punch.

3. Zapamiętaj tekst! Nie ma nic gorszego niż zapominanie tekstu i patrzenie w kartkę. Czytanie z kartki jest oznaką słabości, albo ignorancji.

4. Jeśli już potrzebujesz pomocy, napisz na kartce główne myśli wystąpienia. Tylko zerkniesz, zobaczysz jaki jes kolejny punkt i jedziesz. Tak by nie szukać w tekście, gdzie się jest i ciągle myśleć, czy się opuściło jakąś linijkę. Patent, który widziałem u Michała Próchniewicza: można sobie taką karteczkę nakleić na butelkę, niektórzy nawet się nie zorientują, że patrzysz.

5. Każdy ma inny styl i inny sposób na dobry występ. Przykładowo Piotrek Złydach musi powtórzyć tekst kilkanaście razy. Wtedy czuje się pewnie. Ja mam inaczej, ja wolę zapamiętać tylko ogólne myśli. Ale staram się tego oduczyć, bo wtedy jest za dużo gadania za mało żartów. Dlatego powtarzanie jest bardzo ważne. Mogą Ci się ukazać nowe pomysły i tak dalej.

6. Dobrze jest zjawić się dużo wcześniej, przynajmniej półgodziny przed występem. Tak, żeby się uspokoić i powtórzyć jeszcze raz tekst.

7. Zanim wyjdziesz na scenę zadbaj o dykcję. Irytujące jest jak się nie potrafi wypowiedzieć „wśród” i się powtarza trzy razy (miałem tak - słabe). Ćwicz codziennie nad dykcją w domu, nie tylko w dniu występu. Chodzi przecież o to, żeby być zrozumianym.

8. Pamiętaj o wodzie. Naprawdę tak czasem potrafi zaschnąć, że nie da się wyraźnie powiedzieć słowa. Wodę odkręć raz i nie zakręcaj ponownie. Niech stoi otwarta.

9. I niech to będzie woda, nie piwo. Nie pij przed występem, jeśli nie musisz. To, że jesteś pijany nie sprawia, że jesteś śmieszniejszy, przynajmniej nie dla publiczności.

10. Ubiór. Nigdy nie ubieraj koszulki czy czegokolwiek z myślą, że ona jest śmieszna i wzmocni Twój występ. Na scenie Ci ona nie pomoże jeśli nie będziesz śmieszny. Jeśli masz zwykłą szarą koszulkę i koszulkę z masturbującym się Pinokiem, gdzie lecą wióry… Ubierz szarą koszulkę.

11. Słuchaj uważnie wystąpień innych, bądź uważny przez cały wieczór. Nie wiesz kiedy jakaś sytuacja, która się wydarzyła przed występem, może Ci się przydać. Ludzi bawi przypominanie czegoś co było wcześniej. Dobrze jest zacząć swój występ jakimś spostrzeżeniem na szybko, albo zareagowanie na coś co było przed chwilą. Taka przedmowa się sprawdza.

Wkrótce pojawią się kolejne tipy (?) ;) Uczcie się, bawcie się, rozwijajcie się!

Michał Leja

piątek, 4 października 2013

"Daj cyca!"

Czy uświadamiasz sobie, że praktycznie każdy z nas ssał sutki własnej matki? Czy nie jest to lekko… obleśne, gdy wyobrazisz sobie, że chwytałeś łapczywie nabrzmiałą pierś swojej mamy i Twoje drobne usteczka zasysały równie drobny, brązowy wypustek? Lekko. Za to bardzo obleśne, jeśli to pamiętasz...

Zauważ też, że w naszym społeczeństwie ssanie sutków jest czynem niemoralnym. Jeśli przy spowiedzi powiesz, że ssałeś sutki, dostaniesz litanie. Albo dwie… dwa. Jeśli wspomnisz o tym przy wigilijnym stole, wiedz, że te święta już nie będą takie same. Ale wystarczy, że do „ssałem sutki” dodasz „własnej matki”… Wtedy każdy przyjmie to z uśmiechem. Ksiądz was poklepie po ramieniu i zacznie opowiadać historię jak to było u niego. Babcia zacznie wspominać, że byłeś małym głodomorkiem. Tato potwierdzi i przyzna, że nigdy za wiele mu nie zostawiałeś, a mama uroni kilka łez, ale nie wiadomo, czy przez to, że było to takie piękne. Czy, że bolało. Czy, że przez ciebie teraz jej sutki wyglądają jak wentyle od Stara.
Zdjęcie przedstawia Zespół Za Mocno Zassanych Sutków w stadium, co najmniej, zaawansowanym.
Michał Leja

środa, 25 września 2013

Jak kraść to milionom

W Polsce bardzo potrzebujemy złodziei. Najbardziej cenię tych, którzy kradną poza granicami naszego kraju i cieszę się, że tym ludziom dobrze się u nas wiedzie. Sam chętnie poszedłbym w ich ślady, bo kradzież popłaca. Póki jest legalna. Dowodzi tego choćby przypadek twórcy Naszej Klasy

Napisałem, że potrzebujemy takich ludzi, bo to jeden z wielu przypadków, kiedy ktoś nie tylko wzbogacił się na cudzym pomyśle, ale też wniósł pewną wartość i zrobił coś dla wielu Polaków. Abstrahując od wszystkich negatywnych stron używania portali społecznościowych, Nasza Klasa dała wielu ludziom możliwość odnowienia starych znajomości i przełamania rutyny dorosłego życia.

-Myślałem, że jej nie cierpisz?
-No tak, ale jak nie dodam do znajomych to nie będę mógł zobaczyć jej zdjęć.

Przykłady korzystnego zapożyczania rozmaitych wynalazków z zachodu możemy wyliczać. Nie wszystkie okazują się tak spektakularnymi sukcesami komercyjnymi, aczkolwiek: sprytna kradzież popłaca.
Nie chodzi tu wcale o znalezienie czegoś, co przyjmie się w naszych realiach, bo odpowiada naszej mentalności i kulturze, a na co w naszym kraju jest zapotrzebowanie. Jeżeli Anglik ma potrzebę kupienia czegoś, o czym ja nigdy nawet nie słyszałem- skąd mogę wiedzieć, że nie rzuciłbym się na ten towar, gdyby tylko ktoś dał mi taką możliwość?

-Tu postawię te nogi. Niech widzą, że lubię gadżety.

Gdybym na wycieczce do Anglii zobaczył, że ludzie kupują w markecie rozdrabniacz do gówna i jest to dość chodliwy towar, nie zadał bym sobie nawet trudu myśląc jakie może być zastosowanie… kurwa, po prostu zacząłbym sprzedawać to w Polsce. W ciemno.

-Szaman będzie dumny, kiedy Kali przywiezie tak utuczona zebra.

Tak samo jest z komedią. Żyjemy w kraju Holocaustu i zaborów, któremu całkiem nie dawno podpięto Internet i pokazano, że gdzieś tam jest zabawny i uśmiechnięty świat. Do tej pory przeciętny obywatel rodzimy humor mógł oglądać tylko w telewizji. Obywatel z dużego miasta odwiedzał występy na żywo, ale tu również tych telewizyjnych kabaretów. Nikt z nas nie wie ile ciekawych, ambitnych kabaretów z drugiego końca Polski przegapiliśmy- bo nie nadawały się by puścić je na antenie. Może rozpadły się zanim ktokolwiek zdążył o nich usłyszeć. Takiego problemu nie doświadczy stand-up, który zaczyna się w piwnicach, małych klubikach, gdzie kabaret po prostu by się nie zmieścił.

 -Ludzie dziwnie patrzyli kiedy prosiłem o chusteczki żeby podetrzeć dupę

Dzisiaj możemy usłyszeć narzekanie, że w Polsce nie robi się już dobrej komedii. Ci sami ludzie zapytani o stand-up odpowiedzą, że to nie jest komedia, tylko film o tańcu. Oni jeszcze tego nie wiedzą, ale zbiera się u nas coraz większa grupa osób, która zdecydowała się podkraść formę, zainspirować stylem i ogółem działalności zagranicznych komików i stworzyć w Polsce coś, co niektórzy pokochają. Wkrótce utworzy się szeroka paleta zróżnicowanych występów, wśród których każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie i wstąpić do pobliskiej kawiarni, aby się pośmiać. A my nie możemy tego przegapić!

Wojtek Pięta

wtorek, 10 września 2013

W obronie magistra Komedii.


Jestem autorytetem, wizjonerem, milionerem i w końcu człowiekiem legendą. Zdarza mi się to średnio kilka razy w roku. Trwa od godziny do kilku dni. Za każdym razem, kiedy wpadam na genialny pomysł, zachowuję się jak pies spuszczony ze smyczy. Szamotając się, biegnę na oślep do komputera lub po długopis. Muszę zapisać i jak najszybciej podzielić się swoim pomysłem z resztą świata. Wtedy widzę, jak mi podziękują, zachwycając się moim tworem i głosząc, że oto spotkali autorytet, wizjonera…

Zaczynając realizować swoje pomysły czujemy się jakbyśmy wchodzili w nowy związek. Rozpisywanie planu działania jest jak pierwsze spotkania z dziewczyną. Kiedy tak naprawdę jeszcze nie wiesz na co możesz sobie pozwolić, co będzie się dało zrealizować, a czego nie, ale żyjesz wizją momentu, kiedy oboje pozwalacie sobie na wszystko. Kiedy ona pozwala ci na wszystko. Początek związku dwóch małolatów idealnie oddaje stan, o którym chcę napisać. Oczarowanie, zaślepienie, wielkie nadzieje i wspaniale poukładany w głowie plan na wspólną resztę życia. I tak już bywa, że dopiero kiedy kończy się oczarowanie i zaślepienie – to reszta życia weryfikuje, czy mieliście rację umawiając się na pierwszą randkę.

Kiedy decydujesz się nauczyć gry na gitarze, zająć pisaniem, czy wspinaczką, masz głowę pełną pomysłów i serce pełne zapału do działania. Ja twierdzę, że nie ma czegoś takiego jak słomiany zapał. Zapał jest zawsze ten sam, ale czasem przygaszony litrami potu, które z siebie wyciśniesz, stając się gitarzystą.
 
Związek można zakończyć, by z kolejną osobą na nowo poczuć ekscytację, jaką daje poznawanie siebie. Kiedy przestaje być zabawnie, uniknąć pracy i trudu budowania dojrzałego związku, by wejść w kolejny. Tak samo można odstawić gitarę, kiedy ludzie przestaną gratulować umiejętności grania dziesięciu pierwszych nut Nothing Else Matters, a kiedy nauczenie się nowych chwytów zaczyna być pracochłonne.
Jeśli chcemy być w czymś dobrzy, musimy się za to zabrać na poważnie. Wielkie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że nawet parając się zajęciem w pełni skupionym na złamaniu powagi- komedią- mówiąc, że ktoś robi to na poważnie, nie używamy tylko związku frazeologicznego. Nawet tutaj trzeba dojść do punktu, w którym kończą się żarty, a zaczyna praca.

Jak każda inna i ta wymaga odpowiednich kwalifikacji. Naprzeciw zapotrzebowaniom wychodzą pierwsze w Polsce szkoły kabaretu i kursy stand upu. Spodziewam się, że kiedyś powstanie też wyższa uczelnia artystyczna o profilu komediowym. Nasi komicy będą mogli chodzić na lekcje i odrabiać prace domowe- tak jak to działa na zachodzie. To cieszy i jednocześnie przypomina ważną myśl: że teraz wszyscy jesteśmy oczarowani i zaślepieni. Oby nie brakło w tym kraju zapału, zaangażowania i samomotywacji. Oby te szkoły nie okazały się chybionym pomysłem. Obyśmy nie musieli kiedyś wysłuchiwać lamentów ludzi, którzy tak lubują się w przerzucaniu winy za swoje lenistwo na innych: "Mam magistra stand upu, a pracy znaleźć nie mogę! W tym kraju żyć się nie da!"

Wojtek Pięta

czwartek, 5 września 2013

Czy to już koniec ery kabaretu?

Wśród stand-upperów i fanów stand-upu słyszy się opinie, że nadszedł Zmierzch Kabaretów, że teraz na scenę wkroczyły nowe formy jak stand-up i impro, więc kabarety nie mają racji bytu, że wymrą śmiercią naturalną. Jednak, niektórych uspokoję, innych przerażę, tak się nie stanie!

W Polsce widać już wyraźny podział sceny komediowej i to nie tylko u twórców, ale przede wszystkim u publiczności. Kiedyś był po prostu kabaret. Co na scenie, co śmieszne, czy w pojedynkę, czy grupą, czy z instrumentami czy bez – kabaret. Teraz jest różnorodność, fantastyczna różnorodność, w której można przebierać i wybrać coś dla siebie. 

Na blogu Władysława Sikory przeczytałem bardzo trafne porównanie, że stand-up jest jak hip-hop - „prosto w oczy, bez gładkich słówek i o codzienności.” Poszedłbym dalej z porównaniem pana Sikory i całą scenę komediową porównał do sceny muzycznej, bo tak jak tam, istnieje wiele różnych gatunków, które mają różnych fanów. Funkcjonują ze sobą i obok siebie. Kabaret porównałbym do popu, najpopularniejsze wśród mas, puszczane najczęściej. Można usiąść pooglądać i przełączyć. Przeważnie niezbyt znacząco wpływa na nasze życie. Tak jak w popie tak i w kabarecie są lepsze i gorsze wykony, są  zwykli wykonawcy i są artyści. Jest Nicki Minaj, czyli takie ostatnio najczęściej puszczane kabarety, w których chodzi tylko o jak najwięcej przebrań i grę słowem. Jest Justin Timberlake, książę popu, czyli Hrabi. Był Michael Jackson, czyli kabaret Starszych Panów, klasyk. Idźmy dalej, jest improwizacja, którą porównałbym do rock’n’rolla. Na co dzień rzadko możemy usłyszeć, ale jak już leci to wszyscy się świetnie przy tym bawią. Jest też np. Mumio, zupełnie oddzielny gatunek, nigdy nie zaliczali się do kabaretu. Jest to taki jazz, nie dla każdego, ale głupcem jest ten, który tego nie doceni. No i dochodzimy do stand-upu, który wjeżdża z buta na scenę komediową, jak hip-hop na muzyczną kilkanaście lat temu. Nie każdy musi to oglądać, niektórzy mogą powiedzieć, że jest to badziew, ale są ludzie, którzy chcą to tworzyć i to oglądać.

Dlatego istnienie jednej formy komediowej nie przeszkodzi istnieniu drugiej, jak w muzyce, wszystko to będzie się ścierać, mieszać i wywierać na siebie wpływ, co poprowadzi jedynie do rozwoju całej komedii w Polsce, a przecież o to nam wszystkim tak naprawdę chodzi. No i jeszcze o kasę.

Michał Leja

niedziela, 1 września 2013

W tej krainie człowiek ginie. Australia.

Jeżeli interesujesz się geografią tak mocno jak ja (w ogóle), pewnie nie wiesz zbyt wiele o Australii. Kojarzysz ją jako ten kontynent, z którego wszyscy by pospadali, gdyby nie istniała grawitacja. Nie każdy jednak wie, że Australia jest również domem dla krwiożerczych bestii, których jedyną przyczyną istnienia jest możliwość pojawiania się w ludzkich koszmarach.
Kilka faktów na temat fauny Australii:

1. Australia jest wyrzutkiem pośród kontynentów. Pozostałe kontynenty kazały jej się wynosić ze względu na miejscową faunę.
2. Jeżeli weźmiemy nazwę dowolnego stworzenia na kuli ziemskiej i dodamy do niej określenie ‘jadowity’, lub ‘morderczy’, to mamy 99% szansę, że takie zwierzę zamieszkuje Australię. Jeśli to zwierzę znajduje się w pozostałym 1% i nie zamieszkuje, to znaczy, że zamieszkiwało, tylko zostało zjedzone przez miejscową faunę.
3. Jedynie miejscowa fauna jest w stanie spać spokojnie otoczona miejscową fauną.
Początkowo Australia służyła jako miejsce, w które zsyłano morderców, szaleńców i zbrodniarzy. Wygląda na to, że ludzie nie byli pierwszymi istotami, które wpadły na ten pomysł. Żeby nie być gołosłownym, zamieszczam opis kilku przykładowych gatunków:

MATKO BOSKA CZĘSTOCHOSKA

To jest atrax. Bez kitu, patrz na te szczękoczułki.

Ten czarci pomiot potrafi przebić nimi buta. Uzbrojony w pancerz, w zawsze modnym, czarnym kolorze, wbije kły w Twoją stopę, aby po chamsku opóźnić Ci inaktywację bramkowanych napięciem kanałów sodowych. Nie mam zielonego pojęcia, o czym właśnie piszę.

Kiedy byłem mały, drżałem na widok pająków. Moi rodzice zwykli mawiać: „Pająk boi się ciebie bardziej, niż ty jego”. Nie w przypadku atraksa. Myślisz, że atrax się przejmuje? Nie. Atrax ma wyjebane. Jest agresywny i atakuje niesprowokowany. Co ciekawe, wbrew nazwie zwyczajowej (ptasznik australijski), atrax nie jest ptasznikiem. Z drugiej strony, jeżeli atrax chce być ptasznikiem, to kto byłby na tyle odważny, żeby mu tego zabronić?


Teraz zagadka. Przypuśćmy, że nieopatrznie znalazłeś się w Australii. Siedząc na plaży, zastanawiasz się gdzie popełniłeś błąd, gdy nagle zostajesz ukąszony przez węża. Pytanie: Czy ten gatunek był jadowity? 

Jeśli odpowiedziałeś w jakikolwiek inny sposób, niż NO BEZ KITU RACZEJ, to się pomyliłeś. Australia jest bowiem jedynym kontynentem, na którym gatunki jadowite stanowią ponad połowę wszystkich występujących na kontynencie.
I mają KOZACKIE nazwy, takie jak zdradnica śmiercionośna.

Hej, patrz na tego węża z głową jak opóźniona żaba. Nazwijmy go: Przyjazny... AAAAAA!!!!! $%@! ZDEJMIJ TO ZE MNIE!!!!

Wąż ten zawdzięcza swoją nazwę technice polowania. Chowa się w gęstwinie, a jako przynęty używa końcówki ogona, przypominającej larwę. Osobiście nie zakąszam wódki mącznikami, ale na wszelki wypadek nie polecam w czasie pobytu w Australii podnosić z ziemi monet, bo kij wi, w którą stronę zdradnica właśnie ewoluuje.


Specjalne miejsce na liście bestii zajmuje też nibykobra siatkowana. To drugi z najbardziej jadowitych węży lądowych. Jeśli poczuje się zagrożona, zamiast uciekać, będzie gonić Cię nawet przez sto metrów. To już NIE JEST obrona konieczna. Pierwsza pomoc w przypadku ukąszenia obejmuje zawinięcie ciała w worek i transport na cmentarz.


Po tym, co właśnie przeczytałeś, na pewno nie będzie dla Ciebie niespodzianką, że największy współcześnie żyjący gad mieszka właśnie w Australii. To oczywiście bezlitosny krokodyl różańcowy. Można o nim powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest kleine.

Nie daj się zwieść niemieckiej propagandzie.

Przeciętny krokodyl różańcowy to pięciometrowa maszyna do zabijania, a dobrze odżywiony osobnik płci samczej osiąga do 7 metrów długości i waży nawet 2 tony (jak zje Twoją starą, hehe.) Nic dziwnego, że znajduje się na samym szczycie łańcucha pokarmowego. Prawdę powiedziawszy, krokodyl różańcowy nawet nie jest jego częścią. Po prostu przechadza się wzdłuż łańcucha pokarmowego i zjada zwierzę, na które akurat ma ochotę. Inne krokodyle są zwierzętami społecznymi. Dzielą się terytorium łowieckim i pożyczają sobie planszówki. Ale nie on. On poluje sam, bo może.


Jakby tego było mało, krokodyle te są niezwykle inteligentne, jednak próby użycia ich w charakterze szczurów laboratoryjnych zakończyły się totalnym niepowodzeniem [potrzebne źródło]. Krokodyle różańcowe są również odpowiedzialne za zabicie ok. 400 japońskich żołnierzy w czasie Bitwy o Ramree, co sprawia, że w praktyce mają większą zasługę w pokonaniu wojsk osi niż Francja.

Nie ma dowodów na to, że krokodyle nie użyły czołgów.


Dobra. Świadomy niebezpieczeństw czyhających na Ciebie na Australijskim lądzie, myślisz sobie: „Może jeśli ucieknę do wody, to te bestie mnie nie dorwą.”
Błąd. Właśnie przypieczętowałeś swój los.
Ale o tym w części 2...

Piotr Złydach