Kolejna część moich spostrzeżeń. Jeśli coś nie jest zgodne z twoim wizerunkiem na scenie to się do tego nie stosuj. Zanim zaczniesz to stosować pooglądaj swój własny występ, zobacz co jest do poprawienia. Enjoy!
(Część pierwsza wskazówek: "Zanim wyjdziesz na scenę")
(Część trzecia: gdy już ze sceny zejdziesz.)
1. Statyw. Jeśli nie jest ci potrzebny odsuń go całkiem na bok. Bardzo rozprasza gdy się go ma przed sobą, a się go nie używa.
2. Nie ma idealnego sposobu na trzymanie mikrofonu. Jedni przytulają go do brody, inni trzymają nisko, ale dlatego, że głośno mówią, jeszcze inni trzymają przy samych wargach. Jak wygodniej. Na scenie musisz wyczuć w jakiej trzeba odległości, byś był dobrze słyszalny. Jak jest profesjonalna scena to dźwiękowiec zadba o to, jednak na open mic’ach, albo w małych klubach musisz po prostu wyczuć. Najlepiej trzymać w jakiejś odległości od ust, niżej albo z boku, wtedy nie ma uderzeń powietrza, które przeszkadzają publiczności.
3. Jeśli testujesz mikrofon nie dmuchaj w niego, nie uderzaj ręką sprawdzając czy działa. Zwłaszcza jeśli przed sekundą zapowiadał cię ktoś z tego samego sprzętu. Czas na sprawdzenie mikrofonu masz, gdy mówisz pierwsze słowa.
4. Jak wyjdziesz na scenę nie uderzaj od razu z tekstem. Poczekaj trzy, cztery sekundy. I nie odwracaj się plecami. Rzuć okiem na publiczność, uśmiechnij się, niech ludzie cię zobaczą, niech zapamiętają. Zwłaszcza jeśli jest szum na sali to poczekaj aż zniknie. Ludzie powinni się sami uspokoić jeśli cię zobaczą. Nie dopuszczaj do większych szumów, czy rozmów podczas występu. Reaguj od razu!
5. Przywitaj się z publicznością. Może spytaj jak się bawią, albo co u nich. Nie przedstawiaj się jeśli przed chwilą zostałeś przedstawiony przez hosta.
6. Podczas występu staraj się jak najmniej bawić kablem. Wiem, że czasem się nie panuje nad tym, ale jednak zwróć uwagę. Przyciągnij sobie tyle kabla ile go potrzebujesz i go zostaw.
7. Nie pokazuj, że jesteś zmęczony. Nie wychodź jak na ścięcie. Weź głęboki oddech i napieprzaj z energią, jakby to był najważniejszy występ w twoim życiu.
8. Uśmiechaj się! (jeśli oczywiście jest to zgodne z Twoim pożądanym wizerunkiem)
9. Nie pędź z tekstem. Rób pauzy. Daj odsapnąć sobie i publiczności.
10. Ogólnie trzeba szanować publiczność, ale czasem dobrze mieć na nią „wyjebane”. Nie nastawiaj się na jakieś reakcje. Czasem jest tak, że jeden żart w jednym miejscu siądzie w drugim nie. Nie przejmuj się, musisz jechać dalej na ciągłej pewności siebie. Nawet jeśli ludzie nie będą się śmiać, to będą cię podziwiać i lubić za to, że byłeś konsekwentny.
11. Staraj się jak najmniej używać haseł „to miało być śmieszne”, „w domu wydawało się, że będzie to śmieszne” po nieudanym żarcie. Nawet jeśli ludzie się z tego zaśmiali, nie polepsza to twojej sytuacji, bo dalej masz słabe żarty. Przede wszystkim nie powtarzaj tego na kilku występach przy tych samych żartach!
12. Nie mów też czegoś w stylu „nie nastawiajcie się, bo nie będzie śmiesznie…”. Jeśli tak im powiesz to rzeczywiście się nie nastawią, a ma przecież być śmiesznie. To jest stand-up.
13. Tak samo jeśli chcecie przejść do nowego tematu, np. o biznesie, nie pytajcie „Czy ktoś z was kiedyś myślał by zostać biznesmenem?”. To ani nie uaktywni publiczności, a ta cisza może ci zabić ten segment.
14. Nie przekonuj też „serio to się zdarzyło, to jest prawdziwa historia”. Wszystko co mówisz bierzemy jako prawdziwą historię. Jeśli coś wyróżnisz jako prawdziwą historię to co z całą resztą?
15. Podczas mówienia swojego materiału nie wspominaj tekstów sprzed tygodnia, miesiąca i tak dalej. Większość ludzi nie będzie wiedziała o co chodzi i to irytuje. Nie wspominaj również wcześniejszych Twoich występów, jeśli w aktualnym nigdzie cię to nie prowadzi.
16. Nie odwołuj się również do sytuacji, które tylko Ty i garstka znajomych na sali zna. Bądź śmieszny dla wszystkich.
17. Nie patrz w podłogę. Znajdź sobie parę martwych punktów, w które będziesz patrzył. Podziel sobie widownie na trzy części i patrz co jakiś czas na każdą z nich. Staraj się nie zwracać uwagi na poszczególne twarze. Wyróżniają się zawsze te twarze, które się nie śmieją, a to zbija z pantałyku.
18. Jeśli nie masz w zwyczaju przeklinać, nie przeklinaj na siłę. Owszem wulgaryzmy to pistolet na scenie, ale nabojami są punche.
19. Stań w świetle! Nawet jeśli ci to przeszkadza, razi w oczy. Trudno. W ciemności publiczność nie będzie cię widziała. Nie schodź do tyłu sceny. Stań z przodu, bądź bliżej publiczności.
20. Stań. Staraj się nie chodzić, to rozprasza. Opanuj kiwanie się i tak dalej.
21. Staraj się mówić tylko to co jest potrzebne. Lepiej zrobić 3 minuty naszpikowane punchami i zejść w chwale niż rozciągać to do 6 i być śmiesznym, ale nie wyjątkowym.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kabaret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kabaret. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 listopada 2013
środa, 25 września 2013
Jak kraść to milionom
W Polsce bardzo potrzebujemy złodziei. Najbardziej cenię
tych, którzy kradną poza granicami naszego kraju i cieszę się, że tym ludziom
dobrze się u nas wiedzie. Sam chętnie poszedłbym w ich ślady, bo kradzież
popłaca. Póki jest legalna. Dowodzi tego choćby przypadek twórcy Naszej Klasy.
Napisałem, że potrzebujemy takich ludzi, bo to jeden z
wielu przypadków, kiedy ktoś nie tylko wzbogacił się na cudzym pomyśle, ale też
wniósł pewną wartość i zrobił coś dla wielu Polaków. Abstrahując od wszystkich negatywnych stron używania
portali społecznościowych, Nasza Klasa dała wielu ludziom możliwość odnowienia
starych znajomości i przełamania rutyny dorosłego życia.
-Myślałem, że jej nie cierpisz?
-No tak, ale jak nie dodam do znajomych to nie będę mógł zobaczyć jej zdjęć.
Przykłady korzystnego zapożyczania rozmaitych wynalazków
z zachodu możemy wyliczać. Nie wszystkie okazują się tak spektakularnymi
sukcesami komercyjnymi, aczkolwiek: sprytna kradzież popłaca.
Nie chodzi tu wcale o znalezienie czegoś, co przyjmie się
w naszych realiach, bo odpowiada naszej mentalności i kulturze, a na co w naszym
kraju jest zapotrzebowanie. Jeżeli Anglik ma potrzebę kupienia czegoś, o czym ja
nigdy nawet nie słyszałem- skąd mogę wiedzieć, że nie rzuciłbym się na ten
towar, gdyby tylko ktoś dał mi taką możliwość?
-Tu postawię te nogi. Niech widzą, że lubię gadżety.
Gdybym na wycieczce do Anglii zobaczył, że ludzie kupują
w markecie rozdrabniacz do gówna i jest to dość chodliwy towar, nie zadał bym
sobie nawet trudu myśląc jakie może być zastosowanie… kurwa, po prostu zacząłbym sprzedawać
to w Polsce. W ciemno.
-Szaman będzie dumny, kiedy Kali przywiezie tak utuczona zebra.
Tak samo jest z komedią. Żyjemy w kraju Holocaustu i
zaborów, któremu całkiem nie dawno podpięto Internet i pokazano, że gdzieś tam
jest zabawny i uśmiechnięty świat. Do tej pory przeciętny obywatel rodzimy
humor mógł oglądać tylko w telewizji. Obywatel z dużego miasta odwiedzał
występy na żywo, ale tu również tych telewizyjnych kabaretów. Nikt z nas nie
wie ile ciekawych, ambitnych kabaretów z drugiego końca Polski przegapiliśmy-
bo nie nadawały się by puścić je na antenie. Może rozpadły się zanim ktokolwiek
zdążył o nich usłyszeć. Takiego problemu nie doświadczy stand-up, który zaczyna
się w piwnicach, małych klubikach, gdzie kabaret po prostu by się nie zmieścił.
Dzisiaj możemy usłyszeć narzekanie, że w Polsce nie robi
się już dobrej komedii. Ci sami ludzie zapytani o stand-up odpowiedzą, że to
nie jest komedia, tylko film o tańcu. Oni jeszcze tego nie wiedzą, ale zbiera
się u nas coraz większa grupa osób, która zdecydowała się podkraść formę,
zainspirować stylem i ogółem działalności zagranicznych komików i stworzyć w
Polsce coś, co niektórzy pokochają. Wkrótce utworzy się szeroka paleta
zróżnicowanych występów, wśród których każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie
i wstąpić do pobliskiej kawiarni, aby się pośmiać. A my nie możemy tego
przegapić!
Wojtek Pięta
wtorek, 10 września 2013
W obronie magistra Komedii.
Jestem autorytetem, wizjonerem, milionerem i w końcu
człowiekiem legendą. Zdarza mi się to średnio kilka razy w roku. Trwa od
godziny do kilku dni. Za każdym razem, kiedy wpadam na genialny pomysł,
zachowuję się jak pies spuszczony ze smyczy. Szamotając się, biegnę na oślep do
komputera lub po długopis. Muszę zapisać i jak najszybciej podzielić się swoim
pomysłem z resztą świata. Wtedy widzę, jak mi podziękują, zachwycając się moim
tworem i głosząc, że oto spotkali autorytet, wizjonera…
Zaczynając realizować swoje pomysły czujemy się jakbyśmy
wchodzili w nowy związek. Rozpisywanie planu działania jest jak pierwsze
spotkania z dziewczyną. Kiedy tak naprawdę jeszcze nie wiesz na co możesz sobie
pozwolić, co będzie się dało zrealizować, a czego nie, ale żyjesz wizją momentu,
kiedy oboje pozwalacie sobie na wszystko. Kiedy ona pozwala ci na wszystko.
Początek związku dwóch małolatów idealnie oddaje stan, o którym chcę napisać.
Oczarowanie, zaślepienie, wielkie nadzieje i wspaniale poukładany w głowie plan
na wspólną resztę życia. I tak już bywa, że dopiero kiedy kończy się
oczarowanie i zaślepienie – to reszta życia weryfikuje, czy mieliście rację
umawiając się na pierwszą randkę.
Kiedy decydujesz się nauczyć gry na gitarze, zająć
pisaniem, czy wspinaczką, masz głowę pełną pomysłów i serce pełne zapału do
działania. Ja twierdzę, że nie ma czegoś takiego jak słomiany zapał. Zapał jest
zawsze ten sam, ale czasem przygaszony litrami potu, które z siebie wyciśniesz,
stając się gitarzystą.
Związek można zakończyć, by z kolejną osobą na nowo poczuć
ekscytację, jaką daje poznawanie siebie. Kiedy przestaje być zabawnie, uniknąć
pracy i trudu budowania dojrzałego związku, by wejść w kolejny. Tak samo można
odstawić gitarę, kiedy ludzie przestaną gratulować umiejętności grania
dziesięciu pierwszych nut Nothing Else Matters, a kiedy nauczenie się nowych
chwytów zaczyna być pracochłonne.
Jeśli chcemy być w czymś dobrzy, musimy się za to zabrać
na poważnie. Wielkie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że nawet parając
się zajęciem w pełni skupionym na złamaniu powagi- komedią- mówiąc, że ktoś
robi to na poważnie, nie używamy tylko związku frazeologicznego. Nawet tutaj
trzeba dojść do punktu, w którym kończą się żarty, a zaczyna praca.
Jak każda inna i ta wymaga odpowiednich kwalifikacji.
Naprzeciw zapotrzebowaniom wychodzą pierwsze w Polsce szkoły kabaretu i kursy
stand upu. Spodziewam się, że kiedyś powstanie też wyższa uczelnia artystyczna
o profilu komediowym. Nasi komicy będą mogli chodzić na lekcje i odrabiać prace
domowe- tak jak to działa na zachodzie. To cieszy i jednocześnie przypomina
ważną myśl: że teraz wszyscy jesteśmy oczarowani i zaślepieni. Oby nie brakło w
tym kraju zapału, zaangażowania i samomotywacji. Oby te szkoły nie okazały się
chybionym pomysłem. Obyśmy nie musieli kiedyś wysłuchiwać lamentów ludzi,
którzy tak lubują się w przerzucaniu winy za swoje lenistwo na innych: "Mam
magistra stand upu, a pracy znaleźć nie mogę! W tym kraju żyć się nie da!"
Wojtek Pięta
czwartek, 5 września 2013
Czy to już koniec ery kabaretu?
Wśród stand-upperów i fanów stand-upu słyszy się opinie, że
nadszedł Zmierzch Kabaretów, że teraz
na scenę wkroczyły nowe formy jak stand-up i impro, więc kabarety nie mają
racji bytu, że wymrą śmiercią naturalną. Jednak, niektórych uspokoję, innych
przerażę, tak się nie stanie!
W Polsce widać już wyraźny podział sceny
komediowej i to nie tylko u twórców, ale przede wszystkim u publiczności.
Kiedyś był po prostu kabaret. Co na scenie, co śmieszne, czy w pojedynkę, czy
grupą, czy z instrumentami czy bez – kabaret. Teraz jest różnorodność,
fantastyczna różnorodność, w której można przebierać i wybrać coś dla
siebie.
Na blogu Władysława Sikory przeczytałem
bardzo trafne porównanie, że stand-up jest jak hip-hop - „prosto w oczy, bez
gładkich słówek i o codzienności.” Poszedłbym dalej z porównaniem pana Sikory i
całą scenę komediową porównał do sceny muzycznej, bo tak jak tam, istnieje
wiele różnych gatunków, które mają różnych fanów. Funkcjonują ze sobą i obok
siebie. Kabaret porównałbym do popu, najpopularniejsze wśród mas, puszczane
najczęściej. Można usiąść pooglądać i przełączyć. Przeważnie niezbyt znacząco
wpływa na nasze życie. Tak jak w popie tak i w kabarecie są lepsze i gorsze
wykony, są zwykli wykonawcy i są
artyści. Jest Nicki Minaj, czyli takie ostatnio najczęściej puszczane kabarety,
w których chodzi tylko o jak najwięcej przebrań i grę słowem. Jest Justin
Timberlake, książę popu, czyli Hrabi. Był Michael Jackson, czyli kabaret
Starszych Panów, klasyk. Idźmy dalej, jest improwizacja, którą porównałbym do
rock’n’rolla. Na co dzień rzadko możemy usłyszeć, ale jak już leci to wszyscy
się świetnie przy tym bawią. Jest też np. Mumio, zupełnie oddzielny gatunek,
nigdy nie zaliczali się do kabaretu. Jest to taki jazz, nie dla każdego, ale
głupcem jest ten, który tego nie doceni. No i dochodzimy do stand-upu, który wjeżdża
z buta na scenę komediową, jak hip-hop na muzyczną kilkanaście lat temu. Nie
każdy musi to oglądać, niektórzy mogą powiedzieć, że jest to badziew, ale są
ludzie, którzy chcą to tworzyć i to oglądać.
Dlatego istnienie jednej formy komediowej nie przeszkodzi
istnieniu drugiej, jak w muzyce, wszystko to będzie się ścierać, mieszać i
wywierać na siebie wpływ, co poprowadzi jedynie do rozwoju całej komedii w Polsce,
a przecież o to nam wszystkim tak naprawdę chodzi. No i jeszcze o kasę.
Michał Leja
Subskrybuj:
Posty (Atom)




